09.09.2010 03.07
Wiadomość archiwalna

Nie ma ucieczki od samopomocy

Lokalny rozwój gospodarczy powinien się opierać na lokalnych zasobach, tymczasem często są one niewykorzystywane a nawet lekceważone – mówi prof. Karl Birkhölzer, jeden z prelegentów seminarium badawczego poświęconego ekonomii społecznej, które w czerwcu odbyło się w Gdyni.

2008-07-04, 15.00

Maja Mozga-Górecka: Czym jest dla pana idea ekonomii społecznej?

Karl Birkhölzer: To zupełnie nowy rodzaj alternatywy dla tradycyjnego systemu ekonomicznego. Tradycyjny system ekonomiczny wpędza ludzi w kłopoty. Kryzys, do którego dochodzi obecnie na całym świecie, ma trzy zasadnicze aspekty. Pierwszy to kryzys systemu zatrudnienia. Nie każdy może własną pracą zarobić na życie, oznacza to, że prawo do pracy, a więc jedno z uniwersalnych praw człowieka, przestało być respektowane. Kryzys przechodzi także światowa gospodarka, ponieważ nie jest już w stanie zaspokoić podstawowych ludzkich potrzeb ani dostarczyć podstawowych dla człowieka dóbr. I wreszcie mamy kryzys społeczności lokalnych, które marginalizują niektórych swoich członków, co prowadzi do społecznego wykluczenia i segregacji społecznej.

MMG: Ekonomia społeczna radzi sobie z tymi problemami?

KB: Jest taką próbą. Nie zawsze skuteczną. Ale, jak już mówiłem, cały ten ruch ma charakter międzynarodowy, ponieważ na całym świecie stajemy przed tymi samymi problemami. Mamy międzynarodową, a nawet międzykontynentalną sieć łączącą badaczy i ułatwiającą im wymianę myśli i naukowego dorobku – instytucja ta nazywa się RePEc i co dwa lata organizuje dla swoich członków spotkania. Najbliższe odbędzie się w Luxemburgu, w kwietniu 2009 roku. I cały ten międzynarodowy ruch solidarności społecznej, ten nowy typ ekonomii próbujemy określić, zdefiniować w naszych badaniach, opisać go w sposób systematyczny. Bo to naprawdę jest zupełnie nowa odpowiedź na zagrożenia, jakie płyną dla świata ze strony neoliberalizmu i globalizacji.

MMG: Walka z negatywnymi skutkami globalizacji - to jak projekt polityczny.

KB:Ale to nie jest projekt polityczny. Nie istnieje partia polityczna, która w statusie miałaby stworzenie alternatywy dla procesów globalizacyjnych. Cały ten ruch bierze się z najprostszej ludzkiej woli przetrwania, z instynktu samozachowawczego. Na przykład w Europie, w regionach gdzie kryzys, o którym mówię, wszedł w ostrą fazę, było wysokie bezrobocie, ubóstwo, ludzie sami zaczynali zakładać przedsiębiorstwa społeczne nie czekając na lokalne władze. Dopiero potem władze te dostrzegały, co się dzieje. Dostrzegały potencjał tych przedsięwzięć. I próbowały umieszczać to w jakichś politycznych ramach, nadawać temu polityczny charakter.

MMG: Z dobrym skutkiem?

KB: Nie zawsze. Zaangażowanie władz ma swoje plusy, ponieważ łączy się z dostępem do finansowania. Ale są też niebezpieczeństwa. Angażując się w określone przedsięwzięcie, władze chcą mieć na nie wpływ, zmieniają je. Wśród przedstawicieli sektora publicznego powszechny jest pogląd, że ekonomia społeczna jest dla grup marginalizowanych, defaworyzowanych przez społeczeństwo, że to takie narzędzie naprawcze. Kapitalizm stwarza problemy, a ekonomia społeczna je rozwiązuje.

MMG: Pan się z tym nie zgadza?

KB: Oczywiście, że ekonomia społeczna koncentruje się na grupach defaworyzowanych. Ale nie chodzi tu o naprawę czegokolwiek, a o zmianę, zmianę społeczeństwa, zmianę modelu ekonomicznego. Model, który dziś funkcjonuje, zyskał stuprocentową autonomię. Ze względu na globalizację, nikt nie jest w stanie kontrolować prywatnych firm i koncernów. Ludzie muszą sami się o siebie zatroszczyć. Nazywamy to samopomocą gospodarczą. Nie można czekać, aż ktoś zrobi to za nas. Nie można czekać na zmiany na poziomie ogólnospołecznym, na wielką społeczną rewolucję. Trzeba zacząć od nowa organizować swoje codzienne życie, codzienne życie swojej społeczności poprzez włączanie się w sferę ekonomiczną czy poprzez ponowne odzyskiwanie dla siebie tej sfery. Nie należy oczekiwać, że rząd coś zrobi, żeby pomóc ludziom, rozwiązać ich problemy. Udział władz centralnych czy lokalnych można traktować jedynie jako produkt uboczny, wtórny wobec głównej idei.

MMG: „Lokalna praca dla lokalnej społeczności przy wykorzystaniu lokalnych zasobów”?

KB: Przed kilkoma laty opracowałem scenariusze rozwoju lokalnego. Pierwszy z nich opisywał rozwój, który narzucany jest odgórnie. Wg tego scenariusza ludzie czekają, aż państwo wszystko zmieni. Myślę, że tu w Polsce macie już dość scenariuszy tego typu. I każdy dzisiaj wie, że to był błędny kierunek. Nawet tutaj. Drugi scenariusz opisywał sytuację, w której rozwój przychodzi z zewnątrz.

MMG: Wszyscy czekają na zagranicznych inwestorów? To w Polsce jest scenariusz często utożsamiany z sukcesem.

KB: Zupełnie błędnie. Oba te scenariusze kończą się pewnego rodzaju uzależnieniem. Tymczasem są przykłady, nawet z najbiedniejszych regionów, na przykład z ubogich dzielnic Moskwy albo z Republiki Południowej Afryki, które pokazują, że jest możliwy jeszcze jeden typ rozwoju lokalnego. Oddolny. Taki, który opiera się na wykorzystaniu lokalnych zasobów, do nich się ogranicza. Jednym z najważniejszych zasobów lokalnych jest praca, to znaczy zdolność do jej wykonywania.

MMG: Nie pieniądze?

KB: Wszyscy, którzy chcą zaczynać od pieniędzy, zapominają, że produktywność zależy od zdolności wykonywania pracy. Gdy ludzie zaczynają pracować nie oglądając się na pieniądze, wykonując proste czynności, jak szycie, sadzenie roślin, budowanie domów, robiąc wszystko to, co potrzebne, wtedy w zamian dostają pieniądze. Oczywiście trzeba zadbać o to, żeby zatrzymać te pieniądze w lokalnej społeczności. To się nazywa lokalny cykl ekonomiczny. Trzeba go utrzymać, osiągnąć pewną stabilność.

MMG: Ale grupy czy społeczności, które najbardziej potrzebują takich inicjatyw, są często pozbawione kapitału społecznego, panuje w nich marazm, wzajemny brak zaufania, brak poczucia własnej wartości. A kapitał społeczny jest warunkiem brzegowym ekonomii społecznej. Czy to nie paradoks?

KB: Nie paradoks tylko przesąd. Oczywiście, że bez kapitału społecznego nic nie da się zrobić, społeczność lokalna musi dysponować pewnym jego zasobem, jeśli go brak rzeczywiście możemy o całej sprawie zapomnieć. Jednak z taką sytuacją z całą pewnością nie mamy do czynienia w Polsce.

MMG: Z badań wynika, że poziom zaufania w Polsce jest bardzo niski.

KB: Popełnia się podstawowy błąd. Wiele społeczności lokalnych zwraca uwagę przede wszystkim na to, czego im brakuje, zamiast zastanowić się, co mają. Oprócz własnych rąk mogą mieć na przykład nieużytki rolne, mogą tam coś posadzić, wyhodować jakieś rośliny. Mogą wykorzystać opuszczone fabryki, spotkać się tam i porozmawiać. Znalezienie miejsca, w którym można się spotkać to pierwszy krok do sukcesu. Można wtedy zacząć coś wspólnie planować, ale przede wszystkim zacząć od analizy posiadanych zasobów. Tak właśnie się tworzy kapitał społeczny. Jak to powiedział Sam Aaronovitch, jeden z twórców idei lokalnego rozwoju gospodarczego, „nie ma ucieczki od samopomocy”.

MMG: Postawmy na niewykorzystane zasoby?

KB: To dla mnie zaskakujące, jak zupełnie się ich nie docenia. Np. wiedzy i zdolności ludzi. Potrzebne jest nowe, czysto pragmatyczne podejście. Tymczasem większość myśli wciąż w kategoriach ideologicznych. Stawia na wolny rynek albo na państwo opiekuńcze. Dla mnie to dwie strony jednego zjawiska. Ale dziś bieda przestaje być kwestią chwilowego kryzysu, a staje się konsekwencją ekonomicznego wzrostu. Kapitalizm prowadzi do wielkich antagonizmów. To rozsadza ten system.

MMG: Więc kapitalizm powoli upada? Brzmi radykalnie.

KB: To żaden radykalizm. To się dzieje każdego dnia.

***

Przeczytaj sprawozdanie z seminarium "Badania ekonomii społecznej w perspektywie europejskiej"

Prof. Karl Birkölzer jest szefem European Network for Economic Self Help and Local Development (Europejska Sieć Samopomocy Gospodarczej i Rozwoju Lokalnego) z siedzibą w Berlinie, członkiem międzynarodowej sieci EMES grupującej badaczy i ośrodki badawcze zajmujące się zagadnieniami związanymi z trzecim sektorem.


źródło: info własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Komentarze | dodaj komentarz
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.