Komentarz

Na pytanie czy sukces referendum, w którym zakwestionowano jedną z podstawowych zasad państwa prawa, czyli wolność i równość religii, nie jest klęską demokracji bezpośredniej jako centralnego mechanizmu szwajcarskiego systemu politycznego, Muschg odpowiada: „(..) Partii Ludowej, która była autorem tej inicjatywy, udało się zakorzenić w głowach ludzi koncepcję ludu (Volk) jako czegoś nadrzędnego i – co istotne – stojącego po przeciwnej stronie niż rząd. Takie podejście można łatwo instrumentalizować. Oczywiście w jakimś stopniu jest ono uzasadnione, bo tym napięciem żyje demokracja. Ale jako zasada jest to czysty populizm, może wręcz prowadzić do państwa wodzowskiego: jedyną legitymizacją porządku politycznego możemy być my sami, bo tylko my mamy zawsze rację. Myśl, która w Berlinie i w większości innych krajów jest oczywista – że prawa człowieka nie mogą być przedmiotem bezpośrednich decyzji narodu – w Szwajcarii jest nadal obca. Vox populi vox Dei – u nas nadal traktuje się to dosłownie. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że dzieje się tak także dlatego, że Szwajcarzy byli w przeszłości zazwyczaj na tyle rozsądni, by za pomocą instytucji referendum wyrzucić ze swojej konstytucji takie idiotyzmy jak np. zakaz działalności zakonu jezuitów."

 "(..)problem demokracji plebiscytowej istnieje i narasta. Choć sam często cieszyłem się, że dzięki obywatelskiej inicjatywie można obalić decyzje podjęte przez rząd, dziś jestem sceptyczny. Problemy, z którymi mamy do czynienia, są na tyle skomplikowane, że nie można ich sprowadzić do prostego pytania: „tak czy nie?”. Obdarzanie wybranego w wyborach parlamentu zaufaniem na cztery lata jest słuszne. Instytucjonalizacja woli ludu jako opozycji wobec własnego systemu, jak to się dzieje u nas, jest nie do obrony. To referendum pokazało, że z punktu widzenia państwa sytuacja, w której naród w tej formie głosuje nad swoimi sprawami, może mieć fatalne skutki – jest bowiem gotowy zafundować sobie naprawdę straszny los."
Muschg wspomina też o późnym wprowadzeniu praw wyborczych dla kobiet w Szwajcarii. Co dziesięć lat odbywało się na ten temat referendum i co dziesięć lat większość społeczeństwa była temu przeciwna. W końcu udało się to przeforsować dopiero w 1971 r. „Ale gdyby Szwajcaria była demokracją przedstawicielską, umożliwienie kobietom udziału w życiu politycznym nastąpiłoby pewnie tak jak w wielu innych krajach już po pierwszej wojnie.” – mówi Muschg.
 
Źródło: Gazeta Świąteczna, 19-20 grudnia 2009 „