Według prognozy Foundation Center z Nowego Jorku tegoroczne donacje dla fundacji będą o 10 proc. niższe niż w 2008 r. Autor artykułu przypomina, że organizacje not for profit to ogromna gałąź amerykańskiej gospodarki. „W 2008 r. Amerykanie przekazali na cele charytatywne 308 miliardów dolarów – statystycznie po 1000 dolarów na głowę. W liczbach bezwzględnych to niewiele mniej niż roczny dochód narodowy Polski” – pisze. Jednak – z powodu kryzysu ekonomicznego – jest to suma o 2 proc. mniejsza niż rok wcześniej.
Działalność charytatywna jest w Ameryce niemal powszechna, co autor artykułu tłumaczy połączeniem jej z pokaźnymi ulgami podatkowymi. Deptuła cytuje dyrektora Centrum na Rzecz Awansu Organizacji Non Profit, który tłumaczy, że „amerykańska administracja zarówno federalna, jak i stanowa oddaje fundacjom i Kościołom całe dziedziny działalności, które właściwie powinny należeć do rządu. W zamian za to organizacje charytatywne zyskują dogodne warunki do funkcjonowania – przede wszystkim ulgi podatkowe. Podobnie każdy Amerykanin może doliczyć od dochodu dary wpłacone lub przekazane na cele dobroczynne lub na wsparcie swojego Kościoła. Dzięki temu amerykańska administracja rządowa nie musi się martwić rozwiązywaniem problemów, których rozwikłanie każdy europejski rząd uznałby za swój podstawowy obowiązek.”
Rynek instytucji dobroczynnych jest w USA bardzo rozwinięty, jednak nie wolny od nadużyć. Wystarczy przeznaczyć bowiem 1 proc. dochodów na cele dobroczynne, by oficjalnie być organizacją charytatywną, Zdarza się więc, że organizacja przeznacza więcej na własną działalność niż na pomoc potrzebującym, Tak było w przypadku organizacji Feed the Children, która z każdych pozyskanych 100 dolarów przeznaczała 63-65 dolarów na spoty telewizyjne. Ratunkiem są instytuty zajmujące się wiarygodnością organizacji. Rankingi wiarygodności prowadzą np. Amercian Institute of Philantropy, Wise Giving Alliance czy Charity Navigator.
źródło: Newsweek nr 51/2009

„Założenie (..), że tylko bogaci korzystają z kultury, jest aroganckim przejawem pogardy dla biedniejszych i samospełniającym się proroctwem. Jeśli miasto przestanie utrzymywać ceny biletów [do teatru] na niskim poziomie, to tylko bogaci zasiądą na widowni. I na tym zależy ekonomistom nieuznającym nic oprócz wolnego rynku: biedni, pozbawieni dostępu do kultury, staną się jeszcze tańszą i bardziej mobilną siłą roboczą, a bogaci będą mieć spokój w teatrze.” Michał Zadara, reżyser teatralny; Gazeta Wyborcza, 20.11.09
„Założenie (..), że tylko bogaci korzystają z kultury, jest aroganckim przejawem pogardy dla biedniejszych i samospełniającym się proroctwem. Jeśli miasto przestanie utrzymywać ceny biletów [do teatru] na niskim poziomie, to tylko bogaci zasiądą na widowni. I na tym zależy ekonomistom nieuznającym nic oprócz wolnego rynku: biedni, pozbawieni dostępu do kultury, staną się jeszcze tańszą i bardziej mobilną siłą roboczą, a bogaci będą mieć spokój w teatrze.” Michał Zadara, reżyser teatralny; Gazeta Wyborcza, 20.11.09